W dzień wyjazdu wstaliśmy wcześnie rano żeby jeszcze zabrać rzeczy, o których mi się przypomniało w środku nocy a które na pewno przydadzą się w podróży z dziećmi., np. jakieś małe zabawki i książeczki z naklejkami.
   Obudziliśmy dzieciaki, jakieś szybkie śniadanie i witaj przygodo.  Jeszcze zabraliśmy babcie po drodze, zaparkowaliśmy samochód i nawet się nie obejrzałam a byliśmy na lotnisku. Wszystko przebiegało sprawnie i zgodnie z planami. Jeszcze tylko czekała nas najgorsza jak dla mnie część, czyli przeprawa przez kontrole bezpieczeństwa.  Zawsze była to dla mnie najbardziej stresująca część lotu, a z dziećmi sprawa tylko się pogorszyła. Nie jest łatwo powyjmować z plecaków wszystkie płyny, jedzenie dla dzieci, aparat, obiektywy, złożyć wózek, wyjąć pasek ze spodni, zdjąć nosidełko, bluzę, apaszkę  a w tym samym czasie nie spuszczać z oczu, a najlepiej trzymać za rękę swoje dzieci. Sprawa nie jest prosta bo dzieci za rękę nie chcą się trzymać i biegają w tą i z powrotem a jak trzeba przejść przez bramkę to stają jak zaczarowane i nie chcą się ruszyć. W dodatku zawsze jest pośpiech bo przecież za nami stoi długa kolejka i pan z obsługi jeszcze pogania. Jak już uda się przejść, to wtedy trzeba jeszcze te wszystkie rzeczy poukładać z powrotem na swoje miejsce i okiełznać dzieciaki. Tu bardzo przydał się nam wózek bo mimo tego iż Oliver już świetnie sam chodzi a nawet bardzo szybko biega to można go do takiego wózka przypiąć i ograniczyć poruszanie się.Tak ograniczyć bo dzieć nadal potrafi się poruszać, ale już dużo wolniej, dzięki ogranicznikowi jaki stanowi przypięty wózek.

Udało się, wsiedliśmy do samolotu. Spojrzałam za okno za którym padał deszcz i pomyślałam bye bye zimo. Teraz już wygodnie rozsiądę się w ryanowskim fotelu 🙂 ( na tyle ile się da), odstresuje się i pośpię chociaż przez chwilkę bo przecież trzeba trochę odpocząć przed dalszą częścią podróży… Nie, nie, nie , nie tak łatwo koleżanko zapomniałaś o dwóch urwisach których trzeba czymś zająć w ciągu tych 4 godzin lotu. A oni wypoczęci, wyspani a co najgorsze z nadwyżką energii (od rana nie mieli możliwości się wybiegać) teraz są gotowi to eksploracji tego nowo poznanego obiektu jakim jest samolot. Tak tyle tu nowych przycisków, ludzi, taki fajny długi korytarz i toaleta. Jak ktoś nie miał małych dzieci to nigdy tego nie zrozumie jak to jest “stawać na głowie” aby zająć dziecko na tyle, by nie przeszkadzało innym pasażerom. Tym bardziej, że starałam się nie puszczać bajek z tabletu. Chociaż to i tak na długo by ich nie zajęło.

   Jakoś to przeżyliśmy, poza niektórymi krzywymi spojrzeniami i jedna małą uwagą gdzieś z oddali “zamknij pyszczek” :). Jak zwykle podczas całej podróży dzieci nie usnęły, ale lot mieliśmy już za sobą. Wylądowaliśmy w Ovdzie gdzie przywitała nas bardzo miał aura, temperatura o 20:00- 16 st ….. Sprawnie przeszliśmy kontrolę paszportową. Sprawnie bo .. i tu akurat dużym plusem była obecność dzieci, nie wyglądaliśmy podejrzanie:) i nikt nie zadawał za dużo pytań. A w Izraelu akurat dużo ludzi wydaje się podejrzanymi i kontrola przebiega bardzo powoli. Słyszałam jak przepytują Pana obok tylko za to że miał w paszporcie stempel z Tunezji. Przejrzali mu cały paszport i dokładnie o wszystko wypytywali, po co, jak długo itp… Jego kontrola zaczęła się 20 min przed nami i jak my przeszliśmy dalej to jeszcze go wypytywali.
   Odebraliśmy bagaże i wsiedliśmy do autobusu. Do Eilatu pojechaliśmy, zamówionym wcześniej Eilat Shuttle. Tutaj też nie ryzykowałam bo było już dosyć późno na szukanie autobusu lokalnego a dzieci były bardzo zmęczone wiec zorganizowałam tę kwestie wcześniej. Ale też jest lokalny autobus, który dosyć łatwo znaleść. 282, który tez jest synchronizowany z godzinami przylotów. Podróż z lotniska do Eilatu trwała około godziny i autobus wysadził nas w pobliżu hotelu.
Pierwsze wrażenie jakie zrobił na nas Eilat nie było zbyt pozytywne. Typowo turystyczna, betonowa miejscowość z wieloma hotelami, głośno grającą muzyką i dyskotekami. Taka sama jak wiele innych zorganizowanych dla turystów miejscowości i gdyby nie to że są napisy po hebrajsku to mogłaby się wydawać że jesteśmy w Hiszpanii albo w Grecji.
Pierwszą noc spędziliśmy w małym hotelu/ motelu ( najtańszym jakim znalazłam,)  w centrum miasta .Tak kierowałam się cena, ale nie była to łatwa sprawa bo Izrael jest bardzo drogi.  Jak to podsumował  pewien taksówkarz: bilet lotniczy z Polski tam i z powrotem za osobę kosztuje tyle samo co taksówka z lotniska w Owdzie do Eilatu.
Hotel ” little Prince” kosztował nas 70 $ za 3 osoby dorosłe a pozostawiał wiele do życzenia. Ale byliśmy już bardzo zmęczeni a następnego dnia czekała na przeprawa do Jordanii, więc nie zastanawialiśmy się nad standardem

   Informacje praktycze

   jak dostać się z lotniska w Ovdzie do Eilatu.
1) Można zamówić wcześniej Eilat Shuttle. Cena 8$ za osobę (dzieci też płacą),  z powrotem cena 10$ za osobę https://eilatshuttle.com/
2) taksówką około 170 ILS
   Nocleg w Eilacie warto zabukować przed przyjazdem my pierwszą noc spaliśmy w Little Prince Hotel
Scroll Up

Pin It on Pinterest

Share This