Na pustyni było wspaniale, ale czas ruszać dalej w drogę. Tym razem musieliśmy dostać się do Wadi Musa. Miejscowości, z której było najbliżej do zwiedzania Petry. Byliśmy już trochę zmęczeni więc ten dzień postanowiliśmy przeznaczyć na przemieszczenie się do Wadi Musa i odpoczynek. Musieliśmy trochę zwolnić tępo. Mimo tego że nie znajdowaliśmy się aż tak daleko, bo aby przedostać się do Wadi Musa potrzebowaliśmy około 2 godzin to i tak postanowiliśmy odpocząć po przyjeździe. Tym razem też wzięliśmy taksówkę. Jest też autobus który raz dziennie odjeżdża z Wadi Rum Village Visitor Center i bilety kosztują 7 JD za osobę ale ze względu na to że odjeżdżał dosyć wcześnie rano postanowiliśmy, że w taksówce będzie nam wygodniej z dziećmi. Taksówka kosztowała około 40JD.
   Pan zostawił nas pod samym hostelem, który nie należal do najbardziej luksusowych, ale był bardzo tani a obsługa wyjątkowo mila. Po szybkim obiedzie, (dla dzieci miałam jeszcze po słoiczku, niestety tu skończyły się już moje zapasy) poszliśmy na krótki spacer aby zobaczyć chociaż troche jak wygląda Wadi Musa. W zasadzie to nic ciekawego, ale można troche poobserwować codzienność Jordańczyków. I znowu wszyscy byli dla nas bardzo uprzejmi, gdzie tylko się pojawiliśmy uśmiechali się i nawet poczęstowali nas ciasteczkami. Dzieci wzbudzały dosyć duża sensacje.
   Petrę poszliśmy zwiedzać następnego dnia, a że nasz hostel mieścił się w centrum miasta to do wejścia mogliśmy przedostać się na piechotę. Wzięliśmy ze sobą wózek  bo czekał nas cały dzień zwiedzania. I to była bardzo dobra decyzja, bo bardzo duży kawałek można pokonać wózkiem. Aż to samej najważniejszej budowli budowli- Al Chazne, zwanej Skarbcem Faraona nawierzchnia jest praktycznie utwardzona. Póżniej zostawiliśmy wózek w lokalnym sklepiku.
   Petra, bardzo znana z filmu w którym Indiana Jones, poszukiwał św Grala, zrobiła na nas bardzo wielkie wrażenie. Mimo iż bilety wstępu były dość drogie to i tak warto zobaczyć ten jeden z 7 nowych cudów świata. Udało nam się nawet załapać na polska msze w jednej ze świątyń. Oliver i Ariadna dzielnie pokonywali kolejne metry na swoich nogach i mogliśmy zobaczyć duża część kompleksu. Z dziećmi nie dotarliśmy do ostatniej części, Ad Dair. Tam poszedł tylko Alejandro, bo była to wspinaczka po 500 schodach. Więc my odpoczęłyśmy trochę a i dzieciaki miały radochę bo się pobawiły w tym czasie w piasku. Cały kompleks w Petrze jest bardzo duży więc aby zwiedzić wszystko to musiałoby się poświęcić jakiś tydzień czasu. Przecież to całe starożytne miasto, które sięga swoją historia aż do III w. p. n. e. , podobno nawet w Biblii są o nim wzmianki. A co najciekawsze po wielu trzęsieniach ziemi popadło w zapomnienie i jego miejsce trzymane było w tajemnicy przez lokalnych nomadów. Zostało odkryte na nowo dopiero w 18 w.
   Informacje praktyczne:
1) Hostel w którym spaliśmy: Saba Hostel
2) Bilet wstępu do Petry, bardzo drogi : 50 JD za osobę http://www.visitpetra.jo/Pages/viewpage.aspx?pageID=138 , na szczęście dzieci do 12 lat gratis
3) Warto mieć ze sobą wózek dla dzieci
4) Na początku schodów do Ad Dair znajduje się restauracja, w której można coś przekąsić, oprócz tego jest też pełno straganów i mniejszych sklepików gdzie można coż zjeść, albo napić się świeżo wyciśniętego soku z granatu.
Scroll Up

Pin It on Pinterest

Share This